Felieton: “Nie zgłaszał Pan Burmistrz spaw związanych z wolnymi wnioskami” – takimi słowami zakończyła się ostatnia sesja Rady Miejskiej w Myślenicach

Obserwując ostatnie sesje Rady Miejskiej w Myślenicach, można dojść do wniosku że stały się one sesjami burmistrza nie radnych. Kuriozalnym stwierdzeniem zakończyła się ostatnia sesja rady miejskiej, kiedy to wiceprzewodnicząca rady Eleonora Lejda-Kuklewicz stwierdzeniem „Nie zgłaszał Pan Burmistrz spaw związanych z wolnymi wnioskami” pominęła jeden punkt z porządku obrad (wolne wnioski) i zakończyła obrady radnych. Co dobitnie świadczy, że nawet wiceprzewodnicząca rady miejskiej z klubu chyba opozycyjnego uważa podobnie.

Na przestrzeni całej trwającej kadencji obserwujemy duże zmiany w pracy i działalności Rady Miejskiej w Myślenicach i sposobu obrad sesyjnych. Od kilku sesji stałym elementem porządku obrad stało się wystąpienie burmistrza w którym informuje o swojej działalności między sesyjnej, nie byłoby w tym nic złego i dziwnego gdyby nie fakt, że zajmuje ono już prawie jedną trzecią całego czasu obrad. Mimo, że na co dzień wszystkie gminne kanały informacyjne przekazują te same informacje publikowane od strony gminy przez profil gminy i burmistrza oraz obowiązkowo w sowicie opłacanych i zależnych od urzędu mediach internetowych i papierowych, te same informacje powielane są na sesji. No cóż czas do tego przywyknąć.

Czas podsumowania działalności między sesyjnej burmistrza to często też jedyny czas gdy poszczególni radni zabierają głos, dziękując włodarzowi za dokonania które tak de facto należą do jego obowiązków. To czas podczas sesji gdy możemy jedynie usłyszeć poszczególnych radnych odczytujących przygotowane wcześniej podziękowania, bo podczas dyskusji sporadycznie lub wcale nie zabierają głosu, a jeśli już się wypowiadają to ich celem jest jedynie atakowanie opozycji, która i tak leży na łopatkach lub bronienie jedynie jednej słusznej drogi jaką wskazuje włodarz.

To Ci sami radni, którzy są promowani i pokazywani w “Gazecie Myślenickiej”, która stała się raczej biuletynem partyjnym pokazującym już nie tylko działalność lokalną ale również powiatową czy wojewódzką ale zawsze pod logiem jedynej partii. Można by się zastanowić, czy jest to nasza gazeta czy gazeta partyjna, ale na to pytanie każdy niech odpowie sobie sam. Prezentowani tam radni to jedyni (zdaniem niezależnej redakcji) pracujący i działający po prostu wzór do naśladowania. Na próżno szukać w “Gazecie Myślenickiej”, opłacanej z podatków wszystkich mieszkańców wypowiedzi czy stanowiska innych, niż słuszna linia włodarza i partii. Oczywiście w biuletynie urzędu swoje miejsce znają Ci którzy są „za”, nigdy Ci co „przeciw”, co widać dobitnie po radnych „niezależnych” z byłego klubu Macieja Ostrowskiego. I pomyśleć że płacimy za to wszyscy bez wyjątku.

Co do opozycji w myślenickiej radzie miejskiej należało by się poważnie zastanowić czy takowa jeszcze istnieje? Już dawno klub „Wspólnie dla gminy” (dawniej klub Macieja Ostrowskiego) wywiesił białą flagę, a ich obecne działanie polega chyba jedynie na nieszkodzeniu samym sobie. I tutaj można postawić ważne pytanie kogo myśmy tam wybrali i co oni tam tak naprawdę robią poza braniem diety? Biała flaga powiewa już dawno, a opuszczenie gardy nastąpiło w chwilę po wyborach i po prawym prostym, jakim było wystąpienie z szeregu klubu dwojga radnych którzy „niezależnie” głosują z klubem Prawa i Sprawiedliwości.

Wróćmy do sesji Rady Miejskiej, dla tych którzy nie śledzą naszej lokalnej polityki przewodniczącym rady jest jeszcze przedstawiciel klubu „Wspólnie dla gminy” (wcześniej klub Macieja Ostrowskiego) – Jan Podmokły, a jego zastępczynią radna Eleonora Lejda-Kuklewicz oraz Mirosław Fita (PiS) i na tym fakcie chciałbym się skupić.

Poprzednia sesja z końca marca br., była w całości prowadzona przez wiceprzewodniczącą, obrady były chaotycznie prowadzone, przerywane co chwilę westchnieniami czy uwagami prowadzącej, które były słyszalne gdyż mikrofon nie był wyciszany, częste podpowiedzi od pracownika obsługi biura rady pokazywały, że nie wszystko w prowadzeniu obrad jest dla wiceprzewodniczącej jasne.

Ostatnią sesję rozpoczął przewodniczący Jan Podmokły, który jako doświadczony rady i wcześniejszy przewodniczący prowadzi obrady dobrze i zgodnie z procedurami oraz regulaminem rady.

Niestety w czasie trwania sesji złe samopoczucie przewodniczącego spowodowało przerwę w obradach oraz konieczność zastąpienia go w prowadzeniu i dokończeniu obrad rady. Stery nad prowadzeniem przejęła radna Eleonora Lejda-Kuklewicz wiceprzewodnicząca rady i rozpoczęła się ostatnia część sesji. Prowadzenie kolejny raz pozostawiało bardzo wiele do życzenia, a kuriozum był przedostatni przed zamknięciem punkt porządku obrad lub aby być precyzyjnym jego brak. Pani wiceprzewodnicząca stwierdzeniem „Nie zgłaszał Pan Burmistrz spaw związanych z wolnymi wnioskami” uniemożliwiła wypowiedzenie się radnym w tym punkcie i zamknęła obrady rady.

Czy naprawdę tak bardzo spieszyło się Pani wiceprzewodniczącej do domu czy nie zna zasad i wymagań dotyczących tego punktu? Oburzenie wśród radnych było spore, nawet po stronie Prawa i Sprawiedliwości.
Obserwując tę sesję umacniam się w przekonaniu, że część radnych jest tam przez przypadek a części brakuje kompetencji do zajmowania poszczególnych stanowisk. Przypomnę, że wiceprzewodnicząca Eleonora Lejda-Kuklewicz piastuje stanowisko wiceprzewodniczącej kolejną kadencję, co z całą pewnością dobitnie pokazuje jak działa Rada Miejska w Myślenicach.

Wiele do życzenia pozostawia też zaangażowanie w kreowanie lokalnych przepisów i prawa, naszych radnych. Otóż na przestrzeni minionej (co najmniej jednej, tyle sięgam pamięcią) i obecnej kadencji nasi radni nie przegłosowali nigdy merytorycznego projektu uchwały który byłby ich dziełem i wpływał na zmianę lokalnych przepisów, każda uchwała to dzieło włodarza niezależnie czy jest to burmistrz Szlachetka czy był to burmistrz Ostrowski.

Jedynym projektem uchwały jaki mi się przypomina z tej kadencji złożony i owszem przez klub Prawa i Sprawiedliwości był ten o utworzeniu stref wolnych od LGBT, który na szczęście nie wszedł nawet do porządku obrad. Za to sukcesem zakończyły się projekty uchwał, nazwijmy je porządkowymi czyli dotyczących zmian w prezydium czy komisjach, ale jakie to ma znaczenie dla mieszkańców? A przecież inicjatywa uchwałodawcza leży również w kompetencji radnych, czy nie maja oni sowich pomysłów na gminę? Takie prawo ma każdy klub lub czterech radnych, którzy mogą złożyć projekt uchwały.

Można zadać sobie raz jeszcze pytanie dla kogo i po co są sesje. Żyłem w błogiej nieświadomości i przekonaniu, że czas obrad jest chwilą dyskusji, pokazania swojego stanowiska, wypracowywania dobrych rozwiązań dla mieszkańców gminy, ale chyba jest to jednak czas do przesiedzenia i podpisania listy obecności, bo mieszkańcy oglądający obrady bardzo często nawet nie wiedzą nad czym radni głosują, bo po co przeczytać na sesji projekt uchwały, po co zajmować sobie czas i tak wszystko „przejdzie”, a jeszcze byśmy posiedzieli trochę dłużej, a dieta to w końcu ryczałt nie praca za godzinę.

Kończąc moje przemyślenia proszę mieszkańców tzw. suwerena jak się to ładnie teraz mówi. Zastanówcie się na kogo głosujecie, oglądnijcie sesje, jedną, drugą czy kolejną i zobaczcie jak reprezentują Was i walczą o Was wasi wybrańcy. Wybierajcie ludzi kompetentnych, chcących działać, przygotowujących się do sesji, zabierających głos, a nie tych samych zasiedziałych wiecznych radnych – bezradnych.

Dyskusja Facebook

Powiązane wiadomości

Skip to content