„Niestety teraz zabrano nam pastwiska i trawę ale nadal chce się nas doić” – skarżą się lokalni przedsiębiorcy

Dzielenie się jest dbaniem o innych!

Można się spodziewać, że w przyszłym tygodniu przynajmniej część obecnych obostrzeń zostanie zlikwidowana czy złagodzona, szczególnie jeśli chodzi o handel i usługi.zapowiedział wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Wielu małych i średnich przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą na terenie naszego powiatu od początku wprowadzenie ograniczeń boryka się z problemami finansowymi. Zobowiązania nie zmieniają się a przychodów w firmach nie ma z powodu zawieszenia działalności, przymusowego zamknięcia punktów czy sklepów lub braku klientów, którzy pozostali w domach.

Nie wiem ile firm padnie, nie wiem ile ludzi straci pracę, ale wiem jedno pozostawieni zostaliśmy sami sobie. Wprowadzona decyzja administracyjna zawiesiła moją działalności i nie niosła z sobą zabezpieczenia ani w stosunku do moich pracowników ani do mnie.mówi właścicielka salonu fryzjerskiego z Myślenic.

W lutym zainwestowałem w nowy lokal, wziąłem kredyt na remont, kupiłem wyposażenie i meble. Teraz siedzę w domu i załamuje ręce. pisze do redakcji właściciel nowej restauracji.

Na naszą skrzynkę przychodzą maile z podobnymi opisami sytuacji w jakiej znaleźli się przedsiębiorcy z naszego regionu. Niestety nowa sytuacja w jakiej muszą się odnaleźć często nie jest zrozumiała przez osoby z nimi współpracujące czy wynajmujące lokale. Jak opisywał nam swoją sytuację jeden z najemców, który chciał zmniejszyć swój czynsz w związku z przestojem.

Ty nie masz w końcu z czegoś kupiłeś nowe auto to sprzedaj.usłyszał od właściciela lokalu.

A to że samochód w leasingu i że po roku ma 39 000 km to już nie jest istotne. Nie tak łatwo zrozumieć że to również jest narzędzie pracy.tłumaczy dalej przedsiębiorca.

Rząd uruchamia programy pomocowe, które jak na razie niewiele dają lub nic nie dają osobom prowadzącym firmy. Wielu z nich zwróciło się o zwolnienie z ZUS czy wystosowało wnioski o tzw. „postojowe” i czeka na odpowiedź, rozpatrzenie swoich wniosków i pozostają w wielkiej niewiadomej czy ich prośba zostanie zaakceptowana czy pomoc nadejdzie w czas.

Niestety z rozmów jakie przeprowadziliśmy wśród lokalnych przedsiębiorców okazuje się, że większość nie była i nie jest przygotowana nawet na najkrótszy okres przestoju. Z jednej strony tłumaczą się inwestycjami z drugiej bardzo wysokimi kosztami pracy jakie nie pozwalają na przestoje, gdyż koszty generowane przez pracowników zajmują większą część zysku i nie pozwalają na odłożenie pieniędzy w firmie na tzw. „czarną godzinę”.

Mam w firmie 7 osób. Same koszty związane z utrzymaniem takiej liczby pracowników to w moim przypadku ponad 40 tys. zł , do tego dochodzi lokal, media, śmieci które poszły bardzo do góry. W sumie miesięcznie na wszystkie koszty muszę zarobić 52 tys. zł. Obecnie miesiąc zamknąłem na 32 tysiącach straty, a to dopiero pierwszy miesiąc.skarży się restaurator z Myślenic.

Niestety z obserwacji i rozmów jakie przeprowadziliśmy z lokalnymi przedsiębiorcami jasno wynika, że znaczna część z nich planuje redukcję etatów lub wręcz likwidację firmy. W kilku przypadkach rozmawialiśmy z osobami jakie prowadzą swoje biznesy od 20 lat i więcej i każdy powtarza to samo:

Przedsiębiorcy w naszym kraju zawsze byli traktowani jak dojne krowy, niezależnie kto sprawował władzę, jakoś nauczyliśmy się z tym żyć. Każdy chciał wydoić ile się da i do tego byliśmy przyzwyczajeni. Niestety teraz zabrano nam pastwiska i trawę ale nadal chce się nas doić.

Dlaczego mały biznes w tym kraju traktowany jest jak korporacja, droższy prąd, droższe śmieci, droższe media tak się teraz nie da żyć i właśnie w takich chwilach chce się tym wszystkim rzucić gdy słyszę że decyzja do Pana wniosku będzie koło czerwca słyszę na infolinii ZUS i proszę czekać.mówi załamy właściciel firmy przewozowej.

Wiele małych firm to jedyni żywiciele rodzin lub miejsca, gdzie pracują całe rodziny i nagle zostały im te możliwości wstrzymane. To nie zawsze wielki biznes i duże pieniądze, to często tradycja, przyzwyczajenie i cały ich świat. Obecnie stają przed ciężkim wyborem czy czekać „a może się coś ruszy” czy zamykać. Często stają też przed dylematem czy płacić zobowiązania wobec swoich kontrahentów czy pensje dla załogi czy w końcu przeznaczyć coś na swoje utrzymanie. A w takim przypadku to już jedynie krok od kłopotów z płynnością swoja i kolejnych przedsiębiorstw.

Lokalny biznes próbuje przetrwać trudny okres na wiele sposobów, szukają oszczędności, poszukują nowych odbiorców czy w końcu wspierają się wzajemnie na wiele drobnych lub większych sposobów. Proszą i apelują by nie pozostawić ich samych sobie, by kupować lokalnie i przeczekać z nimi ten trudny czas.

Czy uda się w krótkim czasie powrócić do względnie normalnego prowadzenia działalności czas pokaże, ale jedno jest pewne. Wiele małych firm nie przetrwa i wiele osób niestety straci pracę. Jak szybko powiedzie się misja ratowania małych firm zależy w tej chwili nie tylko od samych przedsiębiorców, lecz również od ich pracowników a przede wszystkim od klientów i urzędników.

0 0 głosuj
Oceń artykuł

Powiązane wiadomości

Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Kamil
Kamil
1 miesiąc temu

Niestety sama prawda 🙁

1
0
Chcielibyśmy poznać Twoje zdanie, proszę o komentarz.x
()
x