Refleksja dotycząca strajku nauczycieli – Antonina SEBESTA

Dzielenie się jest dbaniem o innych!

Po transformacji zaistniała pilna i zupełnie zrozumiała potrzeba odideologizowania edukacji na wszystkich jej szczeblach. Dążono do przekreślenia dziedzictwa PRL-u i wymazania jego licznych absurdów z pamięci. W zapale demaskatorskim za chłopców do bicia posłużyli nauczyciele. Dlatego, że ich przynależność do partii była wysoka i niemal obowiązkowa u kadry kierowniczej. Okrzyknięto komuchami i pachołkami Moskwy nie tylko żywych ale i zmarłych, nawet tych, którzy prowadzili tajne nauczanie. Wrzask ten służył jako trampolina do kariery samorządowej i politycznej. Wyśmiewano pracę społeczną czyli dzisiejszy wolontariat, utożsamiając ją z tzw. czynami społecznymi, które były przede wszystkim działaniami na pokaz.

Ponieważ jako państwo mieliśmy ogromną przerwę w rozwoju przedsiębiorczości, aby ją pobudzić zaczęła się plenić postawa propagowana, przez zapomnianą już w krajach Zachodu etykę „walki o byt” Herberta Spencera: masz obowiązki przede wszystkim wobec siebie, swojej rodziny. Twoje konto, twój dom, samochód, telefon świadczy o twojej wartości. Szeroka wiedza, obycie, oczytanie a zwłaszcza talent jest bardzo trudny do weryfikacji. Nic więc dziwnego, iż idolami zostawały osoby oglądane na ekranie telewizyjnym w tasiemcowych serialach, lub prowadzące popularne np. kulinarne programy.
Dzisiaj zbieramy tego owoce. Obecny strajk to pokłosie wieloletnich niesprawiedliwości, zaniedbań, a także selekcji negatywnej na studia pedagogiczne i do zawodu. Prestiż leży w gruzach i nie jest pocieszeniem, iż również profesora zwyczajnego czyli belwederskiego. Rozległa wiedza, zwłaszcza na prowincji nie gwarantuje odpowiedniego stanowiska (nie mówiąc o poborach), bo te obsadzane były, są i będą według klucza czyli odpowiedniej przynależności i znajomości. Obecna ekipa powiela wzorce poprzedników, może po prostu nie zna innych?

Palemka na Niedzielę Palmową sprzedawana na placyku kosztuje tyle ile egzaminator dostanie za poprawę jednej pracy gimnazjalnej. Ile lat trzeba studiować aby do gałązki bukszpanu czy bazi przywiązać kwiatki z bibuły?

Wszystkie kiepskie szkoły są do siebie podobne mają beznadziejnego dyrektora, który swoje krzesło traktuje jak życiową porażkę czy wręcz zesłanie. Szkołę ma kochać zarówno dyrektor i jak i pani sprzątaczka, wtedy i tylko wtedy będzie w niej dobrze uczniom, nauczycielom, obsłudze. Sześćdziesiąt lat temu moja sąsiadka, w takiej właśnie szkole zdała maturę. W styczniu umarł ostatni z nauczycieli sąsiadki, razem z żyjącymi kolegami nie tylko odprowadziła go na cmentarz, ale także zadbali o to aby stosowne wspomnienia znalazły się w lokalnych mediach. Wzruszające, nie chce się wierzyć, prawda?

Czy dzisiejsi nauczyciele będą tak żegnani?

Antonina Sebesta – czterdzieści lat pracy z kredą i tablicą.

Powiązane wiadomości