Siedzący problem – Radosław AMBROŻY

Dzielenie się jest dbaniem o innych!

Za nami już prawie trzy miesiące kadencji nowej Rady Miejskiej w Myślenicach. Od pierwszej sesji trwa „olbrzymi” problem ze stołkami. Mianowicie radni zajmują miejsce według uznania, a nie według przypisania. I jak się okazuje jest to problem nie do rozwiązania.

Ale może opiszę od czego rozpoczął się problem, który jak się okazuje jest większy niż budżet Gminy Myślenice, bo ten udało się bez większych problemów uchwalić.

Pierwsza sesja, uroczysta chwila, podniosła atmosfera i radni, których umiejscowienie przy stołach ustalił , burmistrz którego jeszcze nie było. Tak dokładnie, gdyż wstąpienie na urząd następuje po złożeniu ślubowania. Tutaj burmistrz elekt wyszedł przed szereg tak jak by była to jego prywatna „impreza”. Ustawił wizytówki jak na stole weselnym.

Radni pokornie zaakceptowali ustalenia elekta i od tej chwili na posiedzeniach Rady Miejskiej zrodził się „siedzący problem”. Tak niestety jest, jeśli występuje się ponad swoje kompetencje i nikt nie chce zwrócić uwagi na niestosowne zachowanie, bo w zastraszaniu i wywieraniu nacisku nasz Burmistrz jest mistrzem. Ustalił kolejność zajmowania miejsc i nie akceptuje tego, że podczas sesji to on jest gościem radnych, a przewodniczący gospodarzem.

Ale w czym jest problem ? Takie pytanie, aż ciśnie się na usta. Problem jest w tym, że radni starają się być medialni, aż do przesady. Z sesji chcą zrobić pokaz swojej elokwencji, kompetencji i ogłady, co często im się nie udaje. Dlatego walczą najcięższym orężem o najbardziej eksponowane miejsca i „broń Boże nie pod kamerą, bo tam nie będzie mnie widać”. Dlaczego takie wnioski wysuwam ? Uczestniczyłem w sesji budżetowej, którą z chęcią opiszę, ale za pewien czas, sesja ciężka, długa męcząca. Przewodniczący widząc wyczerpanie fizyczne radnych chciał przyspieszyć zakończenie sesji i zapytał radnych czy zgodzą się na nieodczytywanie interpelacji tylko wymienienie z nazwiska radnych, którzy je założyli. Radni zgodnie przyjęli propozycję przewodniczącego, ale oczywiście jeden z radnych się wyłamał – to radny Mirosław Fita i zażądał odczytania swojej interpelacji kwitując to stwierdzeniem „no to jest transmitowane” i to właśnie jest cały problem nie do rozwiązania. Radni chcą i robią z sesji pokaz medialny.

Przypomnijmy fakty. Gospodarzem sesji jest przewodniczący rady, to on kieruje pracami rady, to on jest gospodarzem posiedzenia i wydawało by się logiczne że w jego gestii jest taka „bzdurna” decyzja nawet jak obsadzenie miejsc radnych (ciekawy jestem nawiasem mówiąc czy jest druga rada w Polsce, która ma taki problem) ale nie w Myślenicach, tutaj rządzi Burmistrz wszędzie gdzie się pojawi o zgrozo nawet sali obrad Rady Miejskiej, co chyba dziwi nie tylko mnie. Może się mylę, może mam złe porównanie, ale to jest analogiczne do tego jak by premier rządu nakazał marszałkowi sejmu kolejność zajmowania ław poselskich.

Radni starają się rozwiązać ten problem od początku kadencji, od początku trwają utarczki i efektu nie widać. Przewodniczący chcąc w cywilizowany sposób załagodzić sprawę powołał doraźną komisję, która ma zając się pracą rady i oczywiście rozwiązać „siedzący problem”. Komisja się zbiera, wnioski wysuwa, obraduje – problem nie znika. Temu klubowi nie pasuje to, a temu tamto, mikrofony na sesji krążą od ust do ust przekazywane sobie jak pałeczka ze sztafety, a końca biegu nie widać.
Na ostatniej sesji nawet już można było wyczuć lekką chemię między radnym Wójtowiczem, a Burmistrzem Szlachetką , którzy siedzą naprzeciw siebie i dzielą się zgodnie mikrofonem, kiedy przewodniczący da im głos.

Sytuację przedstawiam w lekko ironiczny sposób, ale robienie z zajmowanych miejsc problemu na wagę budżetu może rozbawić obserwatora przypatrującego się z boku. Czy naprawdę radni muszą robić show ? Od tego mamy w Myślenicach teatry czy kabaret, sesja ma być miejscem wymiany zdań i poważnej pracy.

Jestem bardzo ciekaw, kiedy problem zostanie rozwiązany i kto przetnie węzeł gordyjski, jaki zaciska się kulturalnych i co najważniejsze czytelnych dla mieszkańców obradach rady. Mamy drogi, dobry system transmisji, nowoczesny sprzęt audiowizualny, który nie może być w pełni wykorzystywany, bo radni nie mogą dojść do konsensusu, a burmistrz podważa kompetencje przewodniczącego. Z drugiej strony przewodniczący chce być zbyt koncyliacyjny i nie chcąc zaogniać “wojny o stołki” nie podejmuje radykalnych decyzji, co winno być jego zadaniem. Chciało by się powiedzieć, chcieliście transmisji to macie kabaret, ale chyba nie o to w tej idei chodziło.

Czekamy jako mieszkańcy na wyniki ustaleń komisji i chyba należy zacytować raz jeszcze słowa radnego Fitę – „to jest transmitowane” i wymagana jest powaga a nie gwiazdorzenie na ekranie, chyba że ktoś ma duże parcie na szkło, to zawsze ma do dyspozycji lokalne i regionalne telewizje.

Powiązane wiadomości